Anglia – Kucharska Rzeczywistość. Część I

Okladka Ksiazka

Anglia – kucharska rzeczywistość. Część I.

Artur Cichowski, Miłosz Kowalski, Michał Kuter i przyjaciele

Londyn 2012

Książka, na łamach której polscy kucharze emigracyjni pomagają swym młodszym kolegom stawiać pierwsze kroki w angielskiej kuchni oraz dowodzą, iż „Kulinarna podróż za smakiem” jest gwarancją sukcesu. Książka została wzbogacona o angielsko-polski Słowniczek gastronomiczny, w którym zawarte są podstawowe pojęcia wraz z zapisem ich wymowy.

Składa się z 5 części:

Część I – Historie

Swe historie opowiadają tu tytułowi: Artur Cichowski, Miłosz Kowalski, Michał Kuter, a ponadto Sergiusz Hieronimczak, Radosław Grzegorz Górecki, Anna Kalicka, Jarosław Sak, Stanisław Bobowski i Roman Kosmalski.

Życiowe i zawodowe drogi tych niezwykłych dziewięciorga kulinarnych osobliwości w pewnym momencie się połączyły. Wspólna pasja, podobne życiowe zawirowania, wyjazd z Polski i praca na obczyźnie oraz pomysł Artura Cichowskiego doprowadziły do powstania nowatorskiego projektu – poradnika skierowanego do wszystkich, którym z jakiegoś powodu prowadzenie restauracji czy pubu, gotowanie czy pieczenie ciast w Polsce nie wychodzi lub po prostu nie przynosi pożądanych efektów mimo wkładanego wysiłku i zaangażowania; do wszystkich, którzy pragną od życia czegoś więcej niż pracy pod rządami wąsaczy; wszystkich, którzy nie chcą już biegać z mąką kukurydzianą w rajtuzach; wreszcie do tych, którzy planują lub na razie tylko marzą o wyjeździe do Wielkiej Brytanii i pracy w tamtejszej gastronomii, nieważne czy na posadzie head chefa w lokalu klasy Michelin czy po prostu na zmywaku w peryferyjnym, londyńskim pubie.

Prezentowane w książce historie współautorów bardzo różnie się zaczynają i bardzo różnie kończą. Wiodą przez najlepsze restauracje nieraz klasy AA Rosettes i Michelin, hotele, centra konferencyjne, szkolne bary, puby, szkoły gastronomiczne. Nieraz rządził nimi przypadek, a innym razem przemyślane działanie. Każdy czytelnik wśród tych dziewięciu ścieżek ma szansę odnaleźć swój własny scenariusz, który z powodzeniem może realizować zarówno na emigracji, jak i w Polsce. Inspiracji i chęci do działania może dostarczyć każda z tych niezwykłych opowieści. Każda inna, napisana innym, wyjątkowym, lecz za każdym razem niezwykle barwnym i kolorowym językiem.

Współautorzy zwykle rozpoczynają opowieści od wspomnień w jaki sposób trafili do Anglii, opisują pierwsze dni pobytu, poszukiwania pracy, trial days, pierwsze sukcesy, czasami spory, nieraz kłótnie i bolesne rozstania. Wskazują na plusy, ale też obiektywnie pokazują minusy każdej podjętej decyzji.

Dodatkowym atutem są kończące każdą z historii przepisy kulinarne, takie, które z powodzeniem można włączyć do swojego własnego menu: proste i wyszukane; kosztowne i na każdą kieszeń.

Inspirujące historie w znakomitym stylu. Tak najkrócej można scharakteryzować pierwszą część książki pt. Anglia – kucharska rzeczywistość. Część I. ARTUR CICHOWSKI, Miłosz Kowalski, Michał Kuter i przyjaciele.

Część II – Świat Perfekcji

Część II opowiada o dwóch najważniejszych odznaczeniach, jakie może zdobyć obiekt gastronomiczny w Wielkiej Brytanii – AA Rosettes i Michelin Stars.

Tworzą ją dwa rozdziały. W pierwszym Michał Kuter przybliża czytelnikowi, czym jest AA Rosettes. Opisuje, jak wyglądają wizyty inspektorów w restauracji, jakie warunki kucharz powinien spełnić, aby otrzymać pierwszą i każdą kolejną rozetkę. A jest o co walczyć – cytując autora:

W obecnym czasie rosettes cieszą się coraz większą popularnością 
i są marzeniem wielu kucharzy, czymś w rodzaju kulinarnych Oscarów.

Rozdział kończy 10 kulinarnych przykazań, których każdy ambitny kucharz powinien przestrzegać, aby zostać zauważonym przez inspektorów AA Rosettes.

Dalsza część w analogiczny sposób opowiada o Przewodniku Michelin Guide i odznaczeniach Michelin StarsMiłosz Kowalski, mający doświadczenie w pracy w restauracji klasy Michelin, przybliża czytelnikom historię i początki „czerwonego przewodnika”. Podobnie, jak w przypadku pierwszego rozdziału, tu też dowiadujemy się, jak przebiegają wizyty audytorów i poznajemy warunki, jakie każdy kucharz i restaurator muszą spełnić, aby zwrócić uwagę audytora, zasłużyć sobie na jego rekomendację i zdobyć odznaczenie.

Historia braci Michelin powinna zaciekawić każdego. Osoby młode, dopiero uczące się zawodu, poszerzą swoją wiedzę, a szefowie kuchni i restauratorzy poznają tajniki i zasady najlepszych head chefs na świecie. Kulinarna podróż za smakiem pozostaje mottem WDK, ale wdrażając w życie zasady opisane w tej części książki, każdy ma szansę prowadzić restaurację na światowym poziomie!

Część III – Pierwsze kroki, czyli jak sobie poradzić

Ta część skierowana jest do wszystkich planujących wyjazd do Wielkiej Brytanii, zwłaszcza w celach zarobkowych. Współtworzą ją Marek Litwin i Artur Cichowski.

Marek Litwin, odpowiedzialny przede wszystkim za stronę techniczną i prawną projektu książki, sam zawiera w niej głos po raz pierwszy. Opowiada, jak znalazł się w Wielkiej Brytanii, ale przede wszystkim dzieli się swoją wiedzą. Podpowiada, jak zostać legalnym emigrantem w UK, radzi, jakich formalności należy dokonać zaraz po wylądowaniu na brytyjskim terenie, podsuwa adresy i telefony, które jeszcze przed wyjazdem warto wpisać do swojego notesu.

Szczególnie cennym dla osób szukających pracy w Wielkiej Brytanii może okazać się opis sześciu metod poszukiwania pracy, począwszy od stron internetowych, które koniecznie należy odwiedzić, przez Job Centre i Corner shop, po tzw. pocztę pantoflową. Cenne mogą się okazać opisy kilku trial shifts.

Artur Cichowski opisuje kolory desek do krojenia i poszczególne stanowiska pracy w kuchni od Executive head chef po Commis chef. Podaje typowe przedziały stawek godzinowych w angielskich lokalach, ceny mieszkań i wyliczenie typowych wydatków.

Część IV – Słownik

Część czwartą książki stanowi angielsko-polski słowniczek gastronomiczny autorstwa Anny Kalickiej, zawierający ponad 500 słów wraz z fonetycznym zapisem wymowy, niezbędnych w Anglii każdemu kucharzowi, kelnerowi czy pomocy kuchennej.

Jedną z zalet Słownika jest sposób pogrupowania terminów. W pierwszej kolejności zastosowano kryterium tematyczne (ponad 10 kategorii od warzyw, przez mięso i przyprawy, po lekki ekwipunek i ciężki sprzęt kuchenny), a dopiero w obrębie poszczególnych kategorii – alfabetyczną kolejność słów. Co więcej – kategorie produktów dzielą się na podkategorie, np. jedną z nich w obrębie warzyw są:

Tubers [tiubers] – bulwy:

New Potato [niu poteito] – młody ziemniak, także Baby [bejbi]
Potato [poteito] – ziemniak
Sweet Potato [słit poteito] – słodki ziemniak, patat

a tuż po nich znajdują się nazwy przetworów ziemniaczanych. To samo dotyczy warzyw cebulowych, liści, ale też oczywiście mięs, przypraw i przyrządów niezbędnych w kuchni.

Część czwarta Anglii – kucharskiej rzeczywistości to nie tylko Słownik, ale też swojego rodzaju podręcznik. W brytyjskiej gastronomii spotykamy produkty niekoniecznie występujące w polskiej kuchni, być może nieznane Polakom, zwłaszcza dopiero rozpoczynającym swą kulinarną przygodę. Im Anna Kalicka wyjaśnia, czym dany produkt się charakteryzuje i do czego jest wykorzystywany, np.:

Heretige Tomato [heritydz tomato] – historyczne gatunki pomidorów wyhodowanych w XVIII w., charakteryzują się ciekawymi kolorami: są żółte, zielone, ciemno-czerwone w zielono-brązowe paski, pomarańczowe.

Część V – Słownik codziennej komunikacji międzykucharskiej

Za tę część książki nie musisz płacić. Wystarczy wejść na stronę www.WszystkoDlaKucharzy.com i kliknąć w banner:

under 18 mniejsze

Warunek jest jeden! – Skończone 18 lat!

Chcielibyśmy, abyś dowiedział się jak najwięcej o angielskiej, kucharskiej rzeczywistości. Bywa w niej sporo stresu, nerwów i wulgaryzmów. To istny słownik komunikacji międzykucharskiej, który jako pierwszy i jedyny w swoim rodzaju, odkrywa również i tę ciemniejszą stronę życia na kuchni.

Aby jeszcze lepiej przybliżyć Wam zawartość książki, publikujemy fragment każdej z dziewięciu historii!

ROZDZIAŁ I: Anglia, kucharska rzeczywistość – Artur Cichowski

W sumie przybyło 300 gości i pracowaliśmy nad trzema różnymi kartami menu. Do pomocy przy organizacji tego wydarzenia przybyło trzech szefów głównych z innych obiektów sieci. Jedno menu było proste, dla służby ochrony, drugie, w formie bankietu, przewidziano dla przedstawicieli mediów, a najważniejsze menu dla polityków…

Techniczne przygotowania robiły duże wrażenie – stanowiska snajperów na drzewach, lądowisko dla helikopterów, osobny generator mocy elektrycznej zapewniający wewnętrzne zasilanie oraz coś, co zrobiło na mnie największe wrażenie – dobudowanie do hotelu części namiotowej, gdzie odbywały się obrady. Hotel ten był zabytkiem i kiedy stawiano biały, ogromny namiot, wzbudziło to w nas, Polakach, podejrzenia, czy aby to prawda, że odbędzie się tu impreza takiej rangi, ale kiedy przyjechali artyści malarze i zaczęli odtwarzać na tym białym płótnie architekturę hotelu, która była wręcz identyczna i na zdjęciu niemożliwa do rozpoznania, zmieniło to radykalnie naszą opinię.

Parę dni przed obradami mieliśmy kontrole osobiste przed pracą i po niej, a w najważniejszym dniu co godzinę musieliśmy wychodzić z kuchni i ekipa ochrony sprawdzała dokładnie wszystkie pomieszczenia. Nie mogliśmy mieć przy sobie telefonów i aparatów fotograficznych. Kiedy szef zaprowadził nas do gotowego już pomieszczenia obrad i zobaczyliśmy fotel dla prezydenta USA, wiedzieliśmy, że bierzemy udział w czymś o bardzo wysokiej randze. Zebrania ze służbami ochrony dla całego personelu miały na celu wyczulenie nas głównie na jedną zasadę: nie biegać w żadnym miejscu i pod żadnym pozorem, bo reakcja służb security będzie natychmiastowa.

ROZDZIAŁ II: Przypadki i wypadki – Sergiusz Hieronimczak

W angielskiej kuchni jest ściśle określony system pracy. Improwizacja jest możliwa tylko dla najlepszych, bo oni wiedzą, co robią. Innymi słowy, najpierw pracuje się nad przygotowaniem składników. Podgotowuje się warzywa, porcjuje mięso, przygotowuje zupy i desery. Im bardziej wyszukane menu i im bardziej ekskluzywna restauracja, tym więcej kucharzy pracuje nad składnikami całości. Najpiękniejsze jest uczucie, kiedy ma się świadomość, że wszyscy wykonali swoją część pracy należycie. Wtedy często klienci wysyłają gratulacje do kuchni, ale nie to jest najważniejsze, bo poczucie, czy zrobiło się coś dobrze, czy skrewiło, ma się gdzieś w środku.

ROZDZIAŁ III: Szok z garścią wątpliwości – Radosław Grzegorz Górecki

Kiedy poszedłem na rozmowę w sprawie nowej pracy do restauracji Montys, przyjął mnie sous szef Mark. Zdziwiłem się, że właśnie z zastępcą szefa będę miał rozmowę kwalifikacyjną, a nie z szefem kuchni Davem. Zaraz po rozmowie z Markiem poszliśmy do kuchni i przedstawił mi szefa kuchni. Dave patrzył na mnie jakoś dziwnie. Zaraz okazało się, że jest głuchoniemy!!! Pomyślałem: głuchy szef to jakieś żarty? Okazało się jednak, że nie są to żarty, chef kuchni był głuchy, a kucharze, aby go zrozumieć, musieli czytać z jego ust. Dostałem pracę w tej restauracji jako commis chef, bardzo szybko odnalazłem się w nietypowej sytuacji, a cały okres pracy tam był dla mnie nie lada lekcją.

Kiedy szedłem do pracy w mój pierwszy dzień, cały czas zastanawiałem się, jak to w ogóle jest możliwe, aby kuchnia działała sprawnie skoro główny rozgrywający – mam tutaj na myśli szefa kuchni – jest nie dość, że niemy, to do tego głuchy. Kiedy dostaliśmy pierwsze zamówienie, kelner wręczył je szefowi. Następnie z uśmiechem, spokojem i rozwagą szef podchodził kolejno do każdego z nas i pokazywał nam zamówienie, a na palcach ręki czas na wykonanie. To było naprawdę coś niezwykłego: każdy szczegół pokazywał na palcach lub próbował coś powiedzieć. Trzeba było czytać mu z ust, co nie było dla mnie łatwe, szczególnie, że mój angielski nie był jeszcze wtedy na najwyższym poziomie. Jeżeli ktoś pomyśli, że to wszystko odbywało się bardzo wolno i pochłaniało dużo czasu to jest w błędzie!!! Mimo, że jest już po pięćdziesiątce, to naprawdę wciąż jest szybki a zarazem bardzo dobry w tym, co robi. Prawdziwy szef kuchni z ogromną pasją i charyzmą. To on nauczył mnie, jak się robi słynny Demi-Glace oraz wpoił podstawy sztuki kulinarnej.

ROZDZIAŁ IV: Osiemnaście następnych godzin – Michał Kuter

System był bardzo prosty. Sean (szef kuchni – przyp. red.) odczytywał szczegóły każdego przychodzącego zamówienia, a później jedną kopię dawał na sekcję przystawek, drugą zaś do mnie, na sekcję dań głównych. Dopóki nie zacząłem robić zamówienia i nie byłem absolutnie pewien, że wszystko jest w piecu i niczego nie zapomniałem, nie miałem prawa powiesić bloczku z zamówieniem na passie.

Pamiętam chwile, kiedy dostawałem po dziesięć zamówień na raz: wtedy kolejne bloczki wkładałem w usta, a jeden trzymałem w ręce i tak gotowałem. Niekiedy nie mogłem wydusić z siebie paru słów, bo w ustach trzymałem pół kilograma papieru. Może dziwny, ale na pewno niezawodny system, bo nie było możliwości, abym cokolwiek przegapił. Sprawdzałem zamówienia jeszcze dwa razy i eliminowałem ewentualne pomyłki. W takim samym systemie pracowała zresztą każda sekcja.

ROZDZIAŁ V: Bez pretensji do kucharzy – Anna Kalicka

Podejmując temat różnic kulturowych w Londynie, trzeba się w ogóle nastawić na obcowanie z ludźmi z całego świata, mówiącymi wszelkimi możliwymi językami. Fascynujące jest wtedy to, że można mieć przyjaciół z różnych zakątków globu, wcale się do nich nie udając i usłyszeć opowieści o ojczystych krajach na temat różnic i podobieństw, kultury i obyczajów czy wreszcie samej kuchni. Z drugiej jednak strony powstaje też wiele konfliktów na tym tle. Różnice dotyczą wielu dziedzin życia i mogą się wydawać zarówno akceptowalne, jak i nie. Mnie najbardziej raziła ta różnica w stylu pracy. Europejski kodeks wymaga pracy ciężkiej, pełnej poświęceń; kiedy jest czas na relaks, można i trzeba sobie na to pozwolić, ale kiedy trzeba coś robić na najwyższych obrotach, nie można się z tego wycofać.

Środkowoeuropejskie nacje przesuwają jednakże ten schemat pracy do granic, aby pracować tak ciężko, dopóki nie padnie się ze zmęczenia. Z kolei męczące jest podejście ludzi z innych części świata, którzy nie znając tych standardów pracy, nie wykazują nawet woli dopasowania się, tylko próbują przeforsować swoje własne przyzwyczajenia w rodzaju „zrobię to jutro”: „Nieważne, że się wali i pali, w końcu mam teraz przerwę; jestem zmęczony, więc nie pracuję; jeśli będę opowiadał dostatecznie długo o tym, jak ciężko pracuję (nie robiąc nic), kiedyś mi uwierzą i dadzą spokój; spóźniam się notorycznie i nie widzę problemu; nie wykonuję swojej pracy solidnie, ale oczekuję zapłaty; pracuję tak wolno, że gdybym spróbował wolniej, stanąłbym w miejscu, ale nadal oczekuję godziwej zapłaty; oczywiście, jeśli tego byłoby mało, mam jeszcze wieczne pretensje”.

ROZDZIAŁ VI: Cena poświęcenia – Jarosław Sak

Miejscowość Stilton dzieli nazwę z ulubionym serem pleśniowym większości Anglików. Ser ten jest obecny w menu mojego hotelu od lat i – dla przykładu – pojawia się w sosach, zupach czy terrinach. Chociaż z początku nie byłem do niego przekonany, teraz dołączyłem do szerokiego grona jego miłośników. Kilka lat temu, poproszony przez szefa kuchni, stworzyłem nawet przepis na stilton pate, danie przypominające nieco nasz serek topiony, które zadomowiło się w naszym menu na dobre. Wszelkie próby jego zamiany na coś innego wywołują oburzenie gości dopuszczających tylko podmianę poszczególnych składników, z którymi pate serwujemy. Ale najczęściej jest to jakiegoś rodzaju zapiekany chleb i chutney.

Zresztą co roku, w maju, w mojej miejscowości odbywa się wielkie święto tego sera, które nosi nazwę Cheese Rolling. Ulice Stilton wypełnione są różnego rodzaju straganami i atrakcjami dla dzieci, zaś w centrum przygotowany jest tor do zawodów w toczeniu sera. Nagrodą jest oczywiście sam ser w postaci ośmiokilogramowego walca. Podobnym walcem, imitacją prawdziwego sera, rozgrywane są te zawody. Najśmieszniejsze z całego święta jest chyba to, że drużyna składająca się z członków polskiej społeczności z Peterborough wygrywa te zawody, odkąd pamiętam. Miło jest wtedy patrzeć na polskie flagi trzymane przez licznych kibiców naszej drużyny.

ROZDZIAŁ VII: Kuchnia angielska a obce wpływy – Stanisław Bobowski

Angielska kuchnia (…) daje duże pole do popisu kucharzowi, pozwalając na kreatywne łączenie odmiennych smaków. To tu po raz pierwszy serwowałem na przykład ziemniaki puree z kaszanką w towarzystwie pieczonej wieprzowiny, co smakowało naprawdę dobrze. W Anglii tak samo są popularne wszelakiego rodzaju telewizyjne shows z udziałem celebrity chefs, takich jak Heston Blumenthal, Gordon Ramsay czy James Oliver. Wszyscy ci panowie zachęcają do gotowania w domu i próbowania swojej kreatywności w kuchni poprzez łączenie różnych produktów. Z tego względu niektórzy, zafascynowani pomysłowością telewizyjnych kucharzy, próbowali swoich pomysłów w kuchni.

Pamiętam nawet, jak jeden z naszych kucharzy wpadł na pomysł zrobienia meat balls, kulek z mielonego mięsa (z reguły z wołowiny lub wieprzowiny) z suszonymi pomidorami. Oczywiście, nie byłoby w tym nic specjalnego, gdyby nie fakt, że postanowił dodać do nich jeszcze aromat wanilii. Pamiętam do dziś ten dziwny smak w ustach. Zresztą śmiechu z naszego kolegi było dużo. Następnego dnia rano na naszym codziennym zebraniu nawet szef kuchni wspomniał, że poprzedniej nocy jeden z gości hotelu zgłosił zatrucie pokarmowe. Ktoś z naszego zespołu zapytał, czy przypadkowo ta osoba nie jadła waniliowych meat balls. Mieliśmy z tego naprawdę dobry ubaw. Innym razem jeden z kucharzy dostał zamówienie na kanapkę z serem i piklami. Nie było w tym nic dziwnego do momentu, kiedy zauważyłem, że na ser nakładał jakąś brązową masę, która miała intensywny zapach octu…

ROZDZIAŁ VIII: Początek zrozumienia – Roman Kosmalski

Jako że pracowałem dla wielkiej kompanii gastronomicznej, miałem obowiązek jeździć na spotkania szefów kuchni wszystkich innych pubów i restauracji należących do sieci. Cała kompania posiada obecnie około ośmiuset pubów i restauracji różnego typu: przykładowo city pubs - puby zlokalizowane w centrum miasta nastawione generalnie tylko na sprzedaż alkoholi z mniejszym naciskiem na jedzenie, top-dogs pubs - typowe angielskie puby serwujące szybkie i tanie jedzenie, dalej country pubs - serwujące to samo jedzenie, choć niby z większymi tradycjami, a na końcu chef and brewery, czyli puby i restauracje nastawione na jedzenie dobrej jakości, promowane jako puby z jedzeniem typu homemade.

Spotkania opierały się na porannej kawie i kanapce z bekonem oraz kilkugodzinnych wystąpieniach managerów, prezesów i ekonomistów czy finansistów z firmy. Wszystko nieco nudne, ale prawdziwe. Na spotkaniach przedstawiano nam aktualną kondycję firmy i założenia na kolejne miesiące włącznie z okresem świątecznym, ale też punkty serwisu, na które powinniśmy zwrócić większą uwagę, prowadząc swoją kuchnię: możliwości zaoszczędzenia pieniędzy i podniesienia zysku ze sprzedawanego jedzenia, a więc utrzymania tak zwanego gros profit. Spotkania te odbywały się średnio co miesiąc, w różnych miejscach Wielkiej Brytanii, więc wszystkie wyjazdy służbowe wiązały się równocześnie z częstymi podróżami.

ROZDZIAŁ IX: W poszukiwaniu innego – Miłosz Kowalski

Zaczęliśmy moje interview dość nietypowo, bo od spaceru po obiekcie. Pamiętam trzy punkty tej drobnej wycieczki, które wprost rozłożyły mnie na kolana. Przede wszystkim fantastyczny ogród. Jako że był upalny, czerwcowy dzień, wszystko mieniło się niesamowitymi kolorami, a rosło tam praktycznie wszystko: tymianek, rozmaryn, mięta i szczypiorek, a dalej truskawki, jeżyny i maliny. W pierwszym momencie pomyślałem nawet, że to trochę na pokaz, ale szef szybko wyjaśnił mi, że kuchnia bazuje na produktach z ogrodu. W wolnej chwili kucharze zbierają i selekcjonują owoce i warzywa gotowe do serwisu.

Kolejnym punktem naszej przechadzki po Mallory Court była kuchnia w głównym budynku. Od momentu otwarcia drzwi odczułem na sobie jej niepowtarzalną atmosferę. Nie potrafię do końca opisać, co wtedy czułem, ale przeszły mnie dreszcze, bo wydawało mi się, że ta kuchnia żyje i zaczyna opowiadać mi swoją historię. Po wejściu przedstawiono mnie całej załodze: na zmianie było wówczas pięciu kucharzy na kuchni i jeden na sekcji deserowej. Byłem tak podekscytowany, że zapytałem szefa, czy pracę mógłbym zacząć od razu. Simon powiedział mi, że to nie koniec naszej wycieczki i pokazał mi jeszcze drugą kuchnię, z której istnienia nawet nie zdawałem sobie sprawy. To tutaj powierzył mnie jednemu ze swoich head chefów, obiecując jednocześnie, że jeśli się sprawdzę, porozmawiamy jeszcze pod koniec mojej zmiany.

Nie czekając więc długo, założyłem kucharski kitel, przepasałem zapaską i zwróciłem się do przełożonego: First job for me, chef? Najpierw chciał, abym nauczył go wymawiać swoje imię, po czym zlecił mi dokończenie weselnego menu na następny dzień…

Okladka Ksiazka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *